W CZYM TKWI SEKRET NASZEGO JEDZENIA?

W jakości i oryginalnych recepturach. Tworząc HURRY CURRY chcieliśmy zaproponować coś zdrowszego, lepszego i ciekawszego. Stworzone przez menu jest bezkompromisowo autentyczne.

Cześć!

Nazywam się Kasia Nowak i chciałabym Państwu powiedzieć kilka słów o mojej restauracji. „Hurry Curry” to całkowicie autorska koncepcja na prowadzenie rodzinnego businessu, która narodziła się w głowach mojej i mojego męża w trakcie naszych wspólnych podróży.  Podróże to w ogóle słowo klucz do zrozumienia idei, która przyświecała mi przy tworzeniu i cały czas towarzyszy, przy prowadzeniu „Hurry Curry”. Bez miłości do podróży, bez pasji poznawania coraz to nowych miejsc, ludzi i chyba przede wszystkim smaków z pewnością nie byłoby pomysłu na restaurację. 

Przełom wieków to był dla nas wspaniały czas – dwadzieścia kilka lat, kilkaset dolarów i paszport w kieszeni oraz studenckie, kilkumiesięczne wakacje! Czego można chcieć więcej od życia? To wtedy, wraz z przyjaciółmi dotarliśmy lądem z Katowic do Kalkuty,  wtedy zwiedzaliśmy nieistniejące już miejsca w pięknej Syrii, wtedy również, za kilka paczek papierosów i parę zachodnioniemieckich marek dojechaliśmy koleją przez całą Europę Wschodnią i Bałkany do Aten a stamtąd kombinacją promów i rybackich łodzi wprost do Aleksandrii w Egipcie. 

A wszędzie towarzyszyły nam nieznane dotąd potrawy, zniewalające aromatami egzotycznych przypraw i ziół. Wszystko to było takie nowe i świeże!

Później było jeszcze wiele miesięcy w  Tajlandii, Malezji, Wietnamie, Laosie, Kambodży, Indonezji, Singapurze, Japonii,  Indiach i wreszcie dwa lata w jednym z największych tygli kulturowych świata  – australijskim Sydney. To tam dotarło do mnie, że mieszanie wszystkiego ze wszystkim, pełny synkretyzm kulinarny, to nie żadne obrazoburstwo, ale wartość sama w sobie. Otwartość i brak ortodoksji to pojęcia bez których nie powstałaby żadna ze znanych nam wielkich kuchni świata. Ostatecznie kto z nas wyobraża sobie włoską kuchnię bez pomidorów, albo naszą, wschodnioeuropejską bez ziemniaków? A przecież takie były jeszcze kilkaset lat temu…

W Sydney również zaczęła kiełkować idea  otwarcia, po powrocie do kraju, niezobowiązującej, „casualowej” restauracyjki, gdzie przy jednym stoliku można by próbować dań z różnych części Azji (i świata). A ponieważ oboje z mężem mieliśmy już wtedy „bzika” na punkcie curry, długo się nie zastanawialiśmy nad leitmotiv-em przyszłej jadłodajni. 

Wszystkie oferowane w „Hurry Curry” dania gotowane są w oparciu o przepisy mojego autorstwa lub moich najbliższych współpracowników. Część to oczywiście „klasyki”, których podstawowe składniki oraz sposób przygotowania nie odbiegają zasadniczo od przyjętego kanonu (jeśli coś takiego w kuchni w ogóle istnieje), cześć to autorskie przepisy, jedynie inspirowane daniami, które udało mi się gdzieś skosztować. Najmniejsza grupa to dania wymyślone przeze mnie „from the scratch”, których skład podpowiadała mi intuicja i fantazja.